Une traduction en préparation
Właśnie dostałam e-maila pod tym właśnie tytułem, który należy tłumaczyć: Masz małego penisa? Możemy Ci pomóc!
Życie jest piękne, ktoś, kto wcale mnie nie zna, chce mi pomóc, a nawet troszczy się o mojego penisa, którego nie mam. A tak przy okazji, to zauważyłam, że właściciele małych lepiej z nich korzystają, niż ci dużych. Nadmiar rozleniwia… Może więc akcja chybiona, i należałoby zmniejszać duże, zamiast powiększać małe? Oczywiście żaden facet by się na to nie zgodził, bo oni mają strasznie nasrane na punkcie tych swoich przyrodzeń. Nie wiedzieć czemu, łączą ich rozmiar z męskością, a przecież o męskości świadczy zupełnie co innego… Współcześni mężczyźni myślą penisami, nawet uczeni. Jeden pan doktor (w sensie – medyk) w Milionerach uznał, że Torre del oro, to wieża ust, a nie złota wieża, bo mu się skojarzyła z seksem oralnym. Gdyby chociaż nazwał ją wieżą złotoustą, byłby już bliżej… Dziś to nawet lekarzom nie można ufać. Tylko jedno im w głowie. Obrońcy pana doktora mogą, oczywiście, powołać się na argument, że jedyny język obcy, jaki zna medyk, to łacina. I owszem. Ale jeśli tak, to dlaczego nie nazwał budowli „mówiącą wieżą”? Wszakże oro po łacinie znaczy „mówić”. Z kolei Artur Barciś w telewizyjnej rozmowie z Wojtkiem Malajkatem o przeznaczeniu utożsamił się z najszybszym plemnikiem tatusia, tłumacząc, że to on był tym plemnikiem, który pierwszy dopadł mamusine jajo i tak się rozpędził (teraz już w swym wywodzie), że wyszło na to, że ten plemnik, czyli maleńki Barciś, się w jaju rozwijał – aktor zapomniał, że nowe życie daje połączenie plemnika z jajem, a nie sam plemnik. Ta pouczająca wypowiedź daje wiele do myślenia… Ach, te prześladujące mnie, nawet w przestrzeni wirtualnej, penisy przesłaniające mężczyznom świat… Przypomniały mi się dwie story z taksówkarzami i jedna z kierowcą autobusu. Pierwsza: taksówkarz nagle, w czasie jazdy, zaczął się onanizować, na co w ogóle nie zareagowałam (zanotowałam tylko, że miał się czym pobawić, co właśnie czynił taktownie nie domagając się mojego uczestnictwa). – Pani to taka postępowa, inna, niż wszystkie. Inne to wrzeszczą, chcą wysiadać, o, widzi pani, klamka urwana, tak jedna szarpała… – Dopóki mnie to nie dotyczy, a pan jedzie we wskazanym kierunku, nic mnie to nie obchodzi. Na twarzy podnieconego kierowcy zamalowało się uwielbienie – przypuszczam, że z powodu mojego konstruktywnego myślenia, bowiem czyż nie umysł cenią w nas mężczyźni najbardziej? Druga: taksówkarz pomógł mi wnieść do domu ciężkie zakupy. Wdzięczność i wysoka kultura w stosunkach interpersonalnych nakazały mi zaproponowanie herbaty. Uczynny kierowca poszedł do łazienki „umyć ręce” i wrócił z obnażonym, wycelowanym prosto we mnie, pokaźnych rozmiarów członkiem. Po prostu chciał się pochwalić, a miał czym. Również podeszłam do sprawy z wrodzoną wyrozumiałością i herbatę wypiliśmy w przyjaznej atmosferze obopólnego zrozumienia (choć kolesiowi trudno było pojąć, że przepuszczam taaaką okazję) dla dwóch skrajnych postaw, bez naruszenia mojej godności osobistej. Bo życie jest piękne. Pozostali taksówkarze kulturalnie proponowali hotel, bez wstępnego obnażania, za wyjątkiem jednego, który, nie dość, że nic ode mnie nie chciał, to gdy poprosiłam go o pomoc we wniesieniu na trzecie piętro piętnastokilogramowej torby karmy dla psów, wyjął ją z bagażnika i rzucił o glebę z taką siłą, że karma rozsypała się w promieniu stu metrów. W ten sposób przemiły kierowca wybawił mnie z problemu dźwigania, a ja wykorzystałam to zdarzenie, by zrobić zwierzętom przyjęcie – wyszłam na spacer z charcicą, która w przemiłym towarzystwie innych piesków zjadła swoją porcję w plenerze. Trzecia story odbyła się w… autobusie. Byłam jedyną pasażerką. Nagle kierowca zatrzymał pojazd, podszedł do mnie i poprosił, żebym go chociaż „tam” dotknęła. (Żeby nie było niedomówień, pokazał mi to „tam”. „Tam” było imponujące.) Długo to trwało, jednak w końcu udało mi się mu wytłumaczyć, dlaczego nie mogę tego zrobić. W rezultacie, jako rekompensatę za stracony czas, wynegocjowałam podwiezienie do mojego punktu docelowego, bez zatrzymywania się na przystankach. Okazało się, że autobus miał przejazd kontrolny po reperacji, a zatrzymał się, nie dlatego, że stałam na przystanku, tylko dlatego, że to ja tam stałam. Po stokroć – życie jest piękne. Najbezpieczniej jest w powietrzu… Nikt nigdy nie molestował mnie seksualnie w samolocie. Nawet w paryskim metrze podszedł do mnie koleś z fiutem na wierzchu i zaproponował mi seks w swoim studio. Zlustrowałam jego przyrodzenie i orzekłam, że to nie mój rozmiar – ce n’est pas ma taille… (W istocie był duży, ale powiedziałam to tak, żeby myślał, że za mały. Oczywiście, znając mężczyzn, na pewno pomyślał, że przestraszyłam się gigantycznego rozmiaru.) Byłam z siebie dumna, że udało mi się – z właściwym sobie refleksem – skonstruować odpowiednią do sytuacji odpowiedź w obcym języku i na obcym gruncie. Innym znowu razem odmówiłam taktownie, by nie urazić delikatnej materii, jaką jest męskie ego, argumentując, że właśnie jestem po i więcej nie dam rady. Co ciekawe – do mężczyzn trafiają konstruktywne argumenty, no bo jeśli rozmiar nie ten, albo ma się chwilowy przesyt, to logiczne, że nie da rady. Logiką można najlepiej dotrzeć do mężczyzn, gdyż to logiczne stworzenia. Zanim to odkryłam, ratowałam się płaczem, który sam w sobie jest aseksualny, i to też było skuteczne, również dlatego, że mężczyźni są bardzo wrażliwi i boją się łez. Płakanie ma jednak jedną ogromną wadę – rozmazuje makijaż, wpadłam więc na pomysł, by mówić, że jestem… lesbijką. Lecz wtedy nabierałam w – zamglonych wręcz z podniecenia – męskich oczach szczególnej wartości, najwyraźniej skutek był odwrotny od zamierzonego i musiałam z tego patentu zrezygnować. Okazało się bowiem, że każdy samiec marzy o bliskim obcowaniu z dwiema kochającymi się kobietami i taki seks we troje jest szczytem ich marzeń, które jako lesbijka, mogłam zrealizować. Nie miałam pojęcia, że ten – wydawać by się mogło – niewinny wybieg będzie aż tak brzemienny w nieprzewidziane przeze mnie skutki. Stałam się nadzieją na spełnienie najskrytszych męskich marzeń! Najbardziej jednak denerwowało mnie to, że faceci często przekręcają wyraz „lesbijka” i mówią „lisbijka”. Ciekawe, dlaczego kobiety nie mówią „pidał” zamiast „pedał”, ewentualnie „gij” zamiast „gej”? Być może poprawność językową wyzwala brak zaangażowania emocjonalnego, (które, jak wiadomo, mąci umysł), przy wymawianiu tego słowa, choć ja osobiście uważam, że homoseksualista to najbardziej udana i przyjazna dla kobiety wersja mężczyzny – wiele przemawia za wyższością homo sapiens nad hetero sapiens, chociażby to, że drugi termin w ogóle jest pominięty w słownikach, leksykonach i encyklopediach. I chociażby to, że homo oznacza: „tego samego gatunku”, podczas gdy hetero – „innego gatunku”. Istotnie, ci „hetero” to istoty innego gatunku… (Słownik prawdę ci powie.) Tak więc wystarczy podejść do sprawy naukowo, by tę – skądinąd sporną – kwestię raz na zawsze rozwiązać. Zdarzyło mi się też raz, że mężczyzna pomylił lesbijkę z zoofilką. A było to tak: Weszłam do spożywczego z charcicą angielską. Panie ekspedientki bardzo lubiły moją przepiękną greyhoundkę i ochoczo ją podkarmiały kawałkami mięsa, które zawsze miały przygotowane na okoliczność naszego zaistnienia w sklepie, więc nie podejrzewałam problemów. Nagle w nasz kobiecy świat (sprzedawczyń, suczki i mój) wtargnął…  m ę ż c z y z n a.  Obecność psa w sklepie bardzo mu przeszkadzała, w konsekwencji czego w oburzeniu i podnieceniu wiele razy mówił brzydkie wyrazy, a na koniec zawyrokował: – Pewnie jeszcze śpi z tym swoim psem. Jako osoba prawdomówna potwierdziłam tę hipotezę i wówczas usłyszałam wypowiedziane z wyższością i pogardą: – Lisbijka jedna. – Po pierwsze nie mówi się lisbijka, tylko lesbijka. Jakby się pan poczuł, gdybym powiedziała do pana pidał jeden? A po drugie, ze zwierzętami sypia zoofilka – pouczyłam spokojnie niedouczonego pana, który nawet się nie zawstydził. Widać jestem skazana na edukacyjną działalność społeczną, choć pan był nieco młodszy od członków „mojego” Klubu Seniorów przy Robotniczej Spółdzielni Mieszkaniowej. Różne sposoby stosują heterosapiensy, by posiąść kobietę. Bardzo wiekowi panowie posiadają w tym celu młode żony i, ewentualnie, małe dzieci – to najlepsza reklama (młodzi natomiast fakt, że są żonaci, skrzętnie ukrywają). Kiedyś taki jeden wiekowy pan prowadził nad morzem pole campingowo-namiotowe. Choć nie było już miejsc, z radością przyjął dwie kobiety – starszą i brzydszą oraz młodszą i ładniejszą. Odstąpił im namiot swojego pięcioletniego synka. Nazajutrz rano jego żona wyjeżdżała wraz z dzieckiem. I już wieczorem pan pola namiotowego (wcześniej uciąwszy pogawędkę na temat swoich nieprzeciętnych warunków)zaproponował tej starszej i brzydszej komfortowe warunki w jego przyczepie (żona zwolniła miejsce). – A pani Ania niech sobie dalej śpi w namiocie – powiedział konspiracyjnym szeptem dając do zrozumienia, że to nie jej należą się hołdy i względy. Wyjaśnienie: istniało prawdopodobieństwo (niewielkie, oczywiście:-), że młodsza i ładniejsza odmówi, co było zupełnie wykluczone w przypadku starszej i brzydszej, która poczuje się dowartościowana, że wybrał ją, a nie jej atrakcyjną koleżankę i której wdzięczność będzie bezgraniczna. Pan nie uwzględniał porażki (w związku z czym nie przygotował rezerwowego „planu B”), która jednak nastąpiła. Wielce niepocieszony „namiotowy” wygłosił długi monolog o tym, jak to niektóre kobiety głupio postępują i że nigdy sobie nikogo nie znajdą, jak nie lubią seksu. Uwaga: heterosapiensy są wśród nas! W nawiązaniu do e-maila: ostrzegam panów przed powiększaniem penisa! Doświadczenie uczy, że zbyt dorodny członek rzuca się na wątłą męską psychikę i w stopniu istotnym wypełnia nie tylko spodnie, lecz i mózg. Posiadacze obfitego przyrodzenia popadają w obsesję i niczego tak nie pragną, jak pokazywać je kobietom, bądź w inny, bardziej dyskretny sposób ujawniać im swoją wyjątkowość. Prowadzi to do silnej determinacji – myślenie o seksie staje się obsesyjne i doprowadza do zniewieszczenia, bowiem niemęskie jest zachowanie podświadomie kierowane silną potrzebą poinformowania na różne sposoby o swoich ukrytych wdziękach. W rezultacie męska chluba może być rzadziej używana, a przecież nie o to panom chodzi. Pamiętajcie: ktoś podstępnie, dla zysku, chce wykorzystać wrodzony defekt w waszych mózgach! Ten ktoś, to też mężczyzna, więc wie, jak was podejść. Strzeżcie się! Powiększanie penisa to powiększanie kłopotu. Zupełnie inny problem z obfitym przyrodzeniem miał natomiast jeden z moich redakcyjnych kolegów. Kiedy uznał, że jesteśmy na tyle zaprzyjaźnieni, że może wyznać mi swą najskrytszą tajemnicę, zwierzył mi się, że tak naprawdę nigdy nie miał kobiety (mimo dojrzałego wieku) i przez całe życie onanizuje się albo do filmów pornograficznych (rzadko), albo do wyobrażanych przez siebie sytuacji erotycznych. Gdy byliśmy już w bardzo zażyłych stosunkach, poprosił mnie o pomoc. Ponieważ, jak twierdził, jestem dla niego ideałem kobiecości, a generalnie nikt mu się nie podoba, chciałby ze mną spróbować seksu, bo jest ciekawy, jak to jest z „żywą kobietą”. Podjęłam się tej przyjacielskiej przysługi, gdyż byliśmy mocno zbliżeni duchowo. Oczywiście z seksu nic nie wyszło, bo nie miałam na sobie grubych, wełnianych, kolorowych rajstop, a w takich właśnie od dłuższego czasu występowała bohaterka seksualnych fantazji mojego przyjaciela. Akurat w tym samym czasie, gdy realizowałam swoją wzniosłą posługę, przyśniłam się mojej przyjaciółce, która nic jeszcze o tej historii nie wiedziała. W jej śnie byłam odziana w… grube, wełniane, kolorowe rajstopy, w których siedziałam w kucki w sklepie z bielizną i miałam bardzo nieszczęśliwą minę. Zaraz następnego dnia zadzwoniła z pytaniem, czy nic mi się nie stało. Oczywiście, że się stało – nigdzie nie mogłam dostać takich właśnie rajstop! Uznałam ten sen za proroczy i udało mi się wreszcie kupić wyśnioną przez koleżankę i wymarzoną przez kolegę część garderoby w sklepie z bielizną, choć od dwudziestu lat nikt już w takich nie chodził (przyjaciel był konserwatystą). Na następną „randkę” założyłam gustowne rajstopki i… powtórka z rozrywki. Znowu nic. Pozostaliśmy przyjaciółmi.
Na pożegnanie fiutków-filutków –

Sen mocy letniej
Zły los rzucił na nie czary-koszmary
i pokochały osiołków-matołków
(widziały w nich kochających małżonków)

Kiedy czary przestały marać-działać
pozostał smutek po iluzji mości miłości
(a nic w życiu tak nie złości)

O, ty, niedobra wróżko
z czarodziejską różdżką
najlepiej, żebyś umarła
nim skoczą ci do gardła
wszystkie zawiedzione damy
liżące swoje rany.